Doświadczając niewidzialnego

Post ten dostępny również w języku:: English (angielski)

Pisząc ten test, ludzie którzy na codzień pracują z końmi metodami naturalnymi, nie odnajdą w nim nic nadzwyczajnego. Jednak dla mnie uczucia których doświadczyłam wczoraj są nowe i inspirujące!

Będąc fotografem koni jestem otoczona przez te wspaniałe stworzenia prawie każdego dnia, jednak nigdy nie miałam szansy na podjęcie prawdziwej pracy z nimi – czywiście nie mam na myśli zwykłego prowadzenia, poganiania, ustawiania do zdjęć podczas sesji stosując przeróżne metody, czy pracy w stajni dookoła koni. Mówiąc o pracy z koniem mam na myśli budowanie więzi, zaufania i partnerstwa. Po prostu jako bardzo emocjonalna osoba nigdy nie chciałam się zaangażować w konie, które nie były moje.

Jednak wszystko uległo zmianie.

Margareta Tryniszewska, od pewnego czasu bliska koleżanka, jest moją inspiracją od samego początku naszej znajomości. Jej metody pracy z końmi nie są naznaczone żadnymi schematami czy regułami. Połączyła nas wiara w niezależne stworzenie jaki drzemie w każdym koniu – u niej wynikająca z pracy z koniem, u mnie natomiast przemawiająca na fotografiach.

Odkąd pamiętam, zawsze byłam osobą wierzącą w coś więcej niż to co możemy zobaczyć, usłyszeć czy dotknąć. Dzięki Mardze doświadczyłam czegoś iście magicznego. To ona dała mi pierwszą lekcję z podstaw pracy z ziemi i dzięki temu udowodniła mi, że istnieje „coś” ponad to, co zwykliśmy zauważać każdego dnia. Pozwoliła mi także zrozumieć by oczekiwać więcej od siebie samego i by to koń nas nauczał.

Ta lekcja już pozwoliła mi na otwarcie umysłu i pokazała, że wszystko co robimy wokół naszych koni, jest oparte na odpowiedniej energii, pewności siebie, subtelności i czytelnym sygnałom. Opanowanie umiejętności skłonienia konia do stępa, kłusa, galopu czy cofania się bez żadnej liny, dotyku i słów, było czymś niezwykłym, czymś co ciężko opisać słowami.

To była zaledwie jedna lekcja, która wystarczyła by przekonać mnie, że praca bez lin czy uwiązów jest czymś, co pragnę praktykować i wdrożyć w życie podczas pracy z moim małym Wowkiem.

I pomyśleć, że to dopiero początek tej wspaniałej drogi. Już nie mogę się doczekać, tego czego jeszcze mogę doświadczyć!

Dziękuję Ci Marga za pomoc w postawieniu pierwszego i odpowiedniego kroku w ten magiczny świat, otoczony spokojem, pięknymi uczuciami i inspirującą energią. Dziękuję za zabranie mnie w Twój świat, świat The Book Of Horsespells!

fot. Margareta Tryniszewska

spacer

3 comments on “Doświadczając niewidzialnego

  1. Aleksander

    Zrobienie dobrego i ciekawego zdjęcia konia jest niezwykle trudne. Mam za soba kilka tysięcy kadrów koni „półdzikich”, a może zaledwie kilka z nich uznaję subiektywnie za nie najgorsze. Zrobienie zdjęcia dobrego i porywającego, przenoszącego widza dosłownie w koński świat wydawało mi się prawie niemożliwe. Takie sceny można czasem oglądać w niektórych „końskich” filmach i w niekórych pracach bardzo nielicznych fotografów. To co tutaj zobaczyłem przeszło moje oczekiwania, aż tyle TAKICH zdjęć! Być może sprawia to po części uroda modeli, ale nad ich urodę przebija się talent, lata pracy i serce fotografa – przepraszam Fotografki (chyba tak to teraz będzie poprawnie po polsku). Jak to możliwe, żeby taką dynamikę fotografowanych scen uzyskać na tylu zdjęciach? W realu widziałem to niewiele razy, i zwykle nie udawało mi się tego dobrze pokazać. Może dlatego, że „moje” konie nigdy nie były zmuszane do ekstremalnych zachowań. A może dlatego, że interesuja mnie konie tzw prymitywne.

    Piszę to po obejrzeniu albumów prezentowanych w galerii, do których wracałem już kilkakrotnie.
    Gratuluję, podziwiam i pozdrawiam, Aleksander

    1. admin

      Dziękuję za miłe słowa na temat moich prac. W świecie końskiej fotografii, jak i fotografii ludzi duże znaczenie ma odpowiedni dobór modeli. Oczywiście fotografuje też „normalne” konie, jednak do swojego portfolio wybieram konie bardziej ekspresyjne, fotogeniczne lub umiejące wykonać konkretne elementy na życzenie. 90% moich modeli stanowią ogiery ras elektrycznych, które we krwi posiadają potrzebę „popisywania się”.

  2. Aleksander

    Teraz rozumiem; Można powiedzieć, że oglądamy sceny jak z końskiego teatru. Teatr też oglądam z przyjemnością, np. to co wyrabiają konie z hiszpańskiej szkoły jazdy w Wiedniu. Jednak dla mnie koń potrzebuje sceny z otwarą przestrzenią; koń do zdjęć bez uzdy, bez uprzęży, bez powozu, bez człowieka. Koń wolny, jak np. w Camargue. I właśnie u Pani oglądam takie wolne (ale szybkie) konie.. Oczywiście, to ogiery są takie „elektryczne”, nawet u ras zimnokrwistych i prymitywnych. I tu leży właściwe wyjaśnienie dynamicznych ujęć w galerii.

    A tak na marginesie, wiem co Pani czuje wśród koni. Czuję chyba to samo, kiedy wchodzę w środek stada kilkunastu klaczy z młodymi, albo kiedy podchodzą same do mnie, trącają w plecy i przeszkadzają w robieniu zdjęc. Wytwarza się niesamowita więź i doświadcza się wtedy tego „niewidzialnego”.
    Ostrzegano mne kiedyś przed podejściem do stada klaczy konika polskiego z młodymi, tygodniowymi oseskami w Popielnie. Półdzikie klacze pozwalały mi na zbliżanie się do młodych i fotografowanie całkiem z bliska. To było „doświadczanie niewidzialnego”.